Promare - Niechciany problem
Advertisement
Strona g?ówna
  • Polish
  • English
sobota, 04 wrzesień 2010 | arrow Archives arrow Niechciany problem
Image





KIGM
Niechciany problem Print E-mail

Raz na jakiś czas, w polskim porcie, dochodzi do aresztowania, leciwego z reguły, statku. Powodem są długi jego armatora czy właściciela, któremu od uregulowania należności bardziej kalkuluje się pozostawienie go na pastwę losu. Co oznacza to dla wierzyciela, przekonało się już wiele polskich firm, które – w nadziei na odzyskanie przynajmniej części swoich pieniędzy – podjęły trud przeprowadzenia postępowania sądowego i egzekucyjnego, celem zaspokojenia swoich należności poprzez sprzedaż statku. Egzekucje z zagranicznych statków morskich, znajdujących się w polskich portach, zwykle odbijają się szerokim echem w środowiskach związanych z gospodarką morską – i nierzadko kończą się w atmosferze skandalu. Każdy jako tako obyty z gospodarką morską, dobrze zna co najmniej kilka przypadków, w których sprzedaż jednostki ciągnęła się dobrych 4-5 lat.

Za ten stan rzeczy wini się powszechnie nieco archaiczne przepisy, pochodzące jeszcze z lat 60., oraz zbytni formalizm w ich stosowaniu przez sądy i komorników. Nie wgłębiając się w szczegółowe rozważania prawne, warto przedstawić nieco bliżej kilka przyczyn tej przewlekłości postępowań. Według przepisów kodeksu postępowania cywilnego, cała korespondencja w sprawie, zarówno w postępowaniu sądowym, jak i egzekucyjnym, musi być doręczona dłużnikowi. Po pierwsze, konieczne jest przetłumaczenie wszystkich pism i załączników na język urzędowy kraju bandery (w przypadku egzotycznych jurysdykcji, problemem może być już samo znalezienie odpowiedniego tłumacza). Kolejnym krokiem jest bardzo czasochłonne i skomplikowane doręczenie korespondencji. Z właściwego sądu, pismo kierowane jest do Ministerstwa Sprawiedliwości, które przekazuje je Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Potem, pismo wędruje przez polskie placówki dyplomatyczne do kraju przeznaczenia, gdzie zostaje przekazane do dalszej „obróbki” lokalnej biurokracji, na której działania, czy raczej zaniechania, polski wierzyciel nie ma już wpływu.

Fot.: www.sh-touri.de
Maltański masowiec Arctic Spirit został zatrzymany
w porcie w Gdyni pod koniec marca br.

W zamyśle ustawodawcy, chodziło zapewne o zabezpieczenie praw dłużnika, poprzez umożliwienie mu zapoznania się ze sprawą i podjęcie obrony swoich interesów. Rzecz w tym, że dłużnik, którego siedziba jest zarejestrowana w jurysdykcji offshore – np. w Panamie, Vanuatu, Belize itp., prawie na pewno nie przebywa pod adresem wymienionym w rejestrze okrętowym i w zasadzie nie odbiera wysyłanej na ten adres korespondencji. W takich warunkach, cały trud związany z doręczaniem korespondencji jest daremny i może być postrzegany wyłącznie jako swoista „sztuka dla sztuki”.

Prowadzenie postępowania sądowego jest konieczne, aby uzyskać tytuł wykonawczy będący podstawą do wszczęcia egzekucji. Nie dotyczy to postępowania arbitrażowego, prowadzonego przed polskim sądem arbitrażowym, jednak już wyrok arbitrażu zagranicznego należy uznać przed polskim sądem powszechnym.
Po uzyskaniu tytułu wykonawczego przez wierzyciela, egzekucja ze statku jest prowadzona w oparciu o przepisy dotyczące egzekucji z nieruchomości. Jest to postępowanie wieloetapowe, przy czym komornik o każdej podjętej czynności musi zawiadamiać wszystkie strony, w tym dłużnika. Do czasu otrzymania dowodów doręczenia (lub raczej jego braku) swoich pism, komornik nie podejmuje kolejnych czynności. Oznacza to wielomiesięczne okresy bezczynności. Dodać warto, że polskie przepisy zobowiązują komornika także do zawiadamiania o egzekucji władzy rejestrowej zajętego statku, a także (!) „terenowych organów administracji morskiej”.

Biorąc pod uwagę powyższe, finał opisanych wyżej działań trudno zwykle uznać za satysfakcjonujący. Jednostka, pozbawiona należytej konserwacji, niszczeje, traci na wartości i w rezultacie trafia na złom. Pieniądze z jej sprzedaży, w pierwszym rzędzie, idą na pokrycie kosztów postępowania egzekucyjnego oraz kilkuletniego dozoru.
Szanse na odzyskanie przynajmniej części pieniędzy mają też wierzyciele hipoteczni i członkowie załogi. Wierzyciel osobisty, w rodzaju stoczni remontowej, dostawcy czy agenta, zwykle odchodzi z kwitkiem. Podmioty dysponujące nabrzeżami, przy których statek cumuje, wykazują się determinacją jeszcze z innej przyczyny: sprzedaż jednostki jest w zasadzie jedyną metodą pozbycia się statku i oczyszczenia nabrzeża.
Na szybką nowelizację przepisów dotyczących egzekucji ze statków morskich nie ma co liczyć. Pozostaje tylko nadzieja na liberalizację praktyki sądowej i egzekucyjnej w taki sposób, aby prowadzenie tych postępowań nie przeciągało się w nieskończoność z powodu konieczności ochrony interesów dłużnika.
Dużo czasu można by oszczędzić poprzez skrócenie obiegu korespondencji – co w świetle obowiązujących przepisów jest możliwe. Kodeks postępowania cywilnego przewiduje bowiem możliwość ustanowienia dla pozwanego i dłużnika kuratora dla doręczeń, mającego siedzibę w Polsce. Sądy i komornicy podchodzą do tej instytucji nieufnie, boją się bowiem ewentualnych zarzutów ze strony dłużnika, iż został on pozbawiony obrony swoich praw, a właściwie idących za tym skutków proceduralnych prowadzących – w skrócie – do uchylenia ich czynności.

Obawy te są nieco przesadzone, bowiem dłużnik zwykle jest świadomy faktycznej sytuacji należącej do niego jednostki, gdyż jest (przynajmniej do czasu) reprezentowany przez agenta czy kapitana, którzy na bieżąco informują swojego pryncypała o wszelkich okolicznościach mających wpływ na sytuację jednostki.

Ponadto, statku nie można tak po prostu „zgubić” w obcym porcie – jest on bowiem rzeczą oznaczoną co do tożsamości i podlegającą rejestracji. Zawinięcie oraz wyjście jednostki do/z danego portu podlega zgłoszeniu licznym władzom. Dodatkowo, ustalenie, gdzie znajduje się jednostka, jest możliwe w zasadzie dla każdego – po wpisaniu w wyszukiwarce internetowej numeru IMO jednostki. Doświadczenie pokazuje, że dłużnicy pozostają bierni raczej nie dlatego, że nie wiedzą co dzieje się z ich statkiem, ale dlatego, że nie opłaca im się podejmować wysiłków w celu zwalniania starej, mało wartościowej jednostki. Trudno spodziewać się jednak, że zależeć im będzie na szybkim i sprawnym przeprowadzeniu egzekucji – to już nie jest ich problem, tylko wierzycieli.

Polski wymiar sprawiedliwości wykonał, w ostatnich kilku latach, dużą pracę, mającą na celu ułatwienie i przyspieszenie odzyskiwania przez przedsiębiorców swoich należności. Szkoda, że polscy przedsiębiorcy związani z gospodarką morską w tych sprawach ciągle stoją na z góry przegranej pozycji.

Bartosz Biechowski
www.biechowski.com

 

 
 home
© 2006 by Promare Sp. z o.o.
Promare Sp. z o.o., ul. Przebendowskich 29/3, 81-526 Gdynia

Tel.: +48-58-664 93 92, Fax: +48-58-664 90 69
KRS: 0000139605 , Regon: 191611126, NIP: 586-19-79-608
Prezes Zarzadu: Wladyslaw Jaszowski